przychodzipacjentPrzychodzi pacjent do lekarza

z silnym postanowieniem, że tym razem się nie da i wszystkiego, co sobie w głowie ułożył - a co nie daje mu spać po nocach - się wywie.
Pan doktor, zajęty wielce, skupiony nad wynikami, ani spojrzy, ani wzroku nie podniesie. Zaraz pewnie wstanie, posłucha, pomaca, wpisze coś w kartę chińskim szlaczkiem, na recepcie to samo i powie "dziękuję!".  

Ooo nie - nie tym razem!  

Pacjent przełyka kluchę, co go w gardle ze stresu poddusza i ośmiela się zadać pytanie:  

  - Panie doktorze, ja to nic nie rozumiem.. będę żył czy nie?
  - Rokowanie jest niepewne - mruczy znad papierzysk doktor.

  - Aaaa, to złośliwy ten rak jest..? 
  - Niskozróżnicowany. - irytuje się w duchu doktor.  

  - Eee.. a ta chemia co mi ją dajecie to coś pomoże?
  - Wpływa na medianę czasu do progresji.  

  - Aaa.. media.. a te promienie co to je dostałem?
  - Tak trzeba było, margines operacyjny był dodatni. - mruczy wciąż nie podnosząc wzroku
    znad papierów doktor.  

  - To dobrze, że był dodatni? - głupieje pacjent.
  - To znaczy, że był nieradykalny mikroskopowo.

  - Acha.. Ale powie pan, doktorze, czemu ta chemia i te promienie, jak mi pan chirurg powiedział,
    że wyciął wszystko?
  - W ramach leczenia adiuwantowego. - słychać złowrogi pomruk znad papierów.  

  - Ale po co to, doktorze, powie pan po ludzku ?...
  - Takie są wytyczne leczenia onkologicznego w przypadku takim jak pański. Postępowanie jest
    prawidłowe. - podnosi wzrok doktor, zdumiony, że niekłopotliwy dotąd i milczący pacjent nagle
    ma zapotrzebowanie na wiedzę.  

  - To jak tyle wytycznych i starań, to znaczy, że będę żył?? - żywo pyta pacjent.
  - Przecież pan żyje! Warto chyba jednak rozważyć włączenie leczenie przeciwdepresyjnego...
    To wyciszy złe emocje i niepokoje - zakończył dyskusję doktor, pochylając się nad receptą.  

Chwilę później pacjent wychodzi z poradni, drepce powoli na przystanek autobusowy i myśli:
"Głupszym niżem był. A żona czeka aż jej wszystko powtórzę i wytłumaczę - też nie śpi w nocy przez to, że nic nie wiemy.. Ale kogo zapytać, jak nie swojego doktora?... "

Jadąc autobusem wzrusza ramionami i kończy swe rozmyślania następująco: "Chyba synowi powiem, żeby wpisał to co tam w karcie ze szpitala wydrukowali, w te gogle, czy jak to się tam nazywa.. Tam ponoć po ludzku tłumaczą o co chodzi."  


Przychodzi do doktora pacjent  

"to dziś dwudziesty piąty" - myśli zmęczony lekarz i pochyla się nad wynikami.
"Neutropenia" - martwi się.  

  - Panie Kowalski, wyniki krwi są złe i dziś chemioterapii nie możemy podać. Damy za to zastrzyk,
    który te wyniki poprawi.
  - Niemożliwe! Piłem codziennie sok z buraków! - mówi oburzony Kowalski.  

  - Nie, nie, spadły białe ciałka krwi, a dokładniej granulocyty. Oznacza to, że źle pracuje pana
    układ odpornościowy i może dojść do różnych infekcji.
  - A słyszałem, że jak się chemia przesuwa to nowotwór może odrastać; co mi tam katar, nie chcecie
    mnie już leczyć?!

Lekarz widzi, że to nie przelewki.  

  - Panie Kowalski, grunt to tak leczyć by nie zaszkodzić. W tej chwili poprawa wyników krwi
    to najważniejsza sprawa. Leczyć chcemy i będziemy nadal.
  - To jak to tak psuje krew, to co to za leczenie?! Żona czytała, że ta chemia to sama trucizna - 
    to ma rację, czy co?

Lekarzowi powoli robi się gorąco.

  - Panie Kowalski.. leczenie raka to nie przelewki. Jaki wróg taka broń - aspiryną go
    nie wyleczymy!
  - Ale mogę mieć duże zakażenie?! Eee, po co mi to wszystko, jak i tak się źle skończy.
    Bo się źle skończy skoro pan doktor nie chce powiedzieć wyraźnie, że dobrze, prawda ??  

  - Niekoniecznie. Nie chcę pana okłamywać, więc nic nie obiecuję. Ale szanse na wygraną
    mamy, trzymajmy się tego, panie Kowalski.
  - Szansa to dla szympansa, tak mówią. A w internecie piszą, że są takie zioła, co to wielu już
    uleczyły i działają na wszystko!

Lekarz czuje powoli wewnętrzną desperację.  

  - Panie Kowalski! Co jest od wszystkiego - to.. to jest do niczego!!
  - ... yyy, no może i tak. Dobra.., to dawaj pan ten zastrzyk.

Lekarz oddycha z ulgą.
Kowalski wychodzi, a na biurku dzwoni telefon. Na linii żona: "Kochanie to ja! Nasz synek ma straszny katar - może to uczulenie? Przepiszesz mu coś? Aaa.. i przyszedł wyciąg z banku, znowu za późno wysłałeś ratę kredytową i naliczyli odsetki, ile razy cię prosiłam żebyś uważał na termin??"  

Tymczasem do gabinetu wparowuje dwudziesta szósta dziś pacjentka, tęga i z marsem na obliczu. Widzi doktora, który z ponurą miną odkłada słuchawkę i podnosi na nią poważne i zmęczone oczy:  

  - Dzień dobry, proszę usiąść..
  - A co pan taki zły doktorze? - wyrzuca z siebie zaczepnie pacjentka - Wy lekarze to macie takie
    miny, jak byśmy wam przeszkadzali! Acha, i żądam żeby pan mi zmienił tę chemię bo mi szkodzi!
    Apetyt straciłam, jeszcze schudnę !!

Pod biurkiem opadły bezwładnie ręce doktora...  

- - - -  

 

Drogi Lekarzu! Drogi Pacjencie!  

Rozważ sprawę następującą : zanim się odezwiesz, zanim ocenisz -  

warto i trzeba wejść w buty swego rozmówcy, bo... to też tylko człowiek.    

 


M. Kręczkowska

 
Fundacja Onkologiczna DSS

z siedzibą we Wrocławiu
ul. Legnicka 76

Adres do korespondencji:
54-060 Wrocław, ul. Górecka 99B
email 36 36 fundacja@fundacja-onkologiczna.pl
KRS: 0000499246   REGON: 022407411
NIP: 8943054114

Rachunek bankowy:
71 1940 1076 3131 0619 0000 0000